Home English Russian French Bulgarian Polish Deutsch Slovak Spanish Italian Greek Esperanto
search help
search in titles only
  FontSize-- FontSize++  

 Miłość

"Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym jako miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący.” (1 Kor 13:1)

Słowo: „miłość” stało się bardzo pospolite w ludzkiej mowie. Na tyle pospolite, że już nie posiada żadnego sensu. Gdy słowo traci swój sens, traci też swoją istotę[1], a wszystko to, co traci swą istotę, nie ma w sobie siły. Na skutek tego zaś następuje jego upadek.

W świecie organicznym, gdy jakiś pokarm wejdzie do żołądka i nie może w nim zostać prawidłowo strawiony, tworzy się pewien stan nazywany przez lekarzy niestrawnością. Powoduje on pewne nieprzyjemności w ciele. To prawo jest prawdziwe nie tylko w świecie fizycznym, lecz również w życiu umysłowym. Taki sam stan tworzy się w nas samych, gdy pojawi się pewna myśl, której nie pozwala się zadziałać na nasz mózg i umysł w związku z tym nie może jej zaakceptować. Podobnie sprawy się mają również z ludzkim sercem – gdy wejdzie doń pragnienie, lecz nie może na nań zadziałać, a serce na skutek tego nie może uznać go za swoje, tworzy się znów wspomniany stan.

Ludzka istota ma potrójny sposób pojmowania rzeczy. Weźcie za przykład pewien owoc –piękne czerwone jabłko. Początkowo jego forma kusi wasze zmysły. Weźmiecie je, obejrzycie z jednej, potem drugiej strony i za pomocą oczu na podstawie jego zewnętrznej formy stworzycie sobie pewne pojęcie o nim. Gdy wasze oczy zakończą ten proces, zbliżycie jabłko do swojego nosa, aby sprawdzić, czy wydaje ono jakiś zapach i wasz węch określi jakość tego zapachu. Gdy wasz węch zakończy swoją pracę, zechcecie, aby wasz język i wasze zęby skosztowały tego jabłka i one wykonają ostatni krok ku poznaniu jabłka - rozerwą jego piękną odzież. Nic z niej nie zostanie. Język zaś powie: – To jabłko było smaczne.

Tak samo miłość wobec ludzi przejawia się w sposób potrójny w życiu. Z powodu niezrozumienia tych trzech przejawów powstaje zniekształcone pojęcie miłości, które potem panuje wśród ludzi. Jedni mówią, że jest ona uczuciem, drudzy – że siłą, trzeci – iluzją itd. Powiadają: jaki umysł człowieka, taki jego stan. Zatem takie też będzie jego pojęcie o miłości.

Aby poznać zdanie jakiegoś człowieka na dany temat, słuchajcie tego, co mówi i pisze. Aby poznać jakąś kobietę, odwiedźcie ją, zobaczcie jej dom. Aby poznać jakiegoś kucharza, wejdźcie do jego kuchni i zobaczcie, co i jak gotuje. Aby poznać jakiegoś żołnierza, poślijcie go na pole walki. Aby poznać dajmy na to nauczyciela, musicie go zobaczyć w szkole, księdza - w kościele itd. Każda rzecz powinna być egzaminowana na jej miejscu.

Gdy więc będziemy mówić ogólnie o znaczeniu miłości, oczywiście nie wszyscy będziecie przygotowani, by zrozumieć to, co mogę wam powiedzieć. Żebym mógł wam przekazać tę myśl, tak by była dla was zrozumiała, muszę ją ubrać w prostą formę. Mogę mówić w języku niezrozumiałym dla was, nie dlatego że mam pragnienie być niezrozumiały, ale dlatego że są przyczyny, dla których mój język może okazać się niezrozumiały.

Gdy urodzi się dziecko, jego matka daje mu najpierw mleko. Potem, gdy wyrośnie, przygotowuje mu ciekły (miękki) pokarm, następnie zaś przeżuwa[2] go dla niego. Ono zaś ze swojej strony najpierw ssie mleko i jest mu bardzo przyjemnie. Aby jednak matka dała mu twardszy pokarm, muszą wyrosnąć mu zęby. Inaczej zepsuje się jego żołądek. Zanim się one pojawią następuje pewien proces – dziecko choruje. Wtedy zaniepokojona matka mówi do siebie: – Dziecko ma malignę...Czy możliwe jest, że umrze?... Zawołam lekarza...

Jednak, gdy zęby wyrosną, ten stan przechodzi. W ludzkim życiu też zjawia się taki stan. Kiedy dadzą człowiekowi twardy pokarm – miłość, przechodzi on przez proces cierpienia. Gdy mówimy zatem, że cierpienia są potrzebne, rozumiemy, że chodzi o konieczność przejścia przez nie, by wyrosły nasze zęby, by można żywić się twardym pokarmem. Co to za zęby, wyjaśnię wam później. Teraz wyjaśniam wam, że wasze cierpienia na świecie, to znak, że zaczęły wam rosnąć zęby. Jak przejdziecie przez ten proces, staniecie się ukształtowani, będziecie mieć trzydzieści dwa zęby, będziecie w wieku Chrystusa, który liczył trzydzieści dwa lata.

Teraz pokażę wam krok po kroku, jak apostoł Paweł pojmował miłość. Żeby zrozumieć miłość, musimy porównać to pojęcie z pojęciem przeciwstawnym mu.

Gdy człowiek chce opisać pewien przedmiot, musi znaleźć jego charakterystyczne cechy. Opisując na przykład konia, krowę, owcę, wilka itd. - musi znaleźć cechy odróżniające każdego zwierzęcia od wszystkich pozostałych. Porównując, zazwyczaj analizujemy tylko cechy zewnętrzne. Możemy zrobić także analizę wewnętrznych szczegółów, podkreślając różnice, które istnieją pomiędzy nimi.

W teraźniejszym świecie wszyscy ludzie chcą być krasomówczymi oratorami, ponieważ każdy wie, że orator poprzez siłę słów może wpływać na tłum. Lecz apostoł Paweł mówił: ”Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał (...) niczego bym nie zyskał” (1 Kor 13:1-3). Sytuacja przypominałaby moment, w którym oglądamy jabłko tylko od zewnątrz.

Obecnie każdy z nas stawia sobie pytanie, jaki będzie jego los i los całej Bułgarii?

Jeżeli bylibyście prorokami, wszyscy zwracaliby się do was z pytaniem i bylibyście szanowani, gdyby spełniło się wasze proroctwo. Apostoł Paweł mówił jednak: ”I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelka wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor 13:2).

Dzisiejsze wydarzenia nie tworzą życia. Możecie przenosić góry i miasta, możecie podzielić cale królestwa, lecz wszystko to jest tylko zewnętrzną stroną życia.

Jeszcze niżej apostoł Paweł dodaje: ”I choćbym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1 Kor 13:3).

Więc, nawet gdy posiadamy wszystkie talenty, które apostoł Paweł ogłasza, lecz pozbawieni jesteśmy miłości, jesteśmy pozbawieni najważniejszego. Nie twierdzę, że są to rzeczy nic nie warte, lecz podkreślam, że stanowią tylko zewnętrzna stronę życia. Nie dotyczą ludzkiej duszy.

Dalej apostoł Paweł zaczyna opisywać pozytywne właściwości miłości. Pierwsza jej właściwość to cierpliwość.

A czy znacie sens cierpliwości? Jest ona podstawowym słupem życia. Jeśli macie cierpliwość, możecie osiągnąć wszystko. Gdy jej zabraknie, nic nie osiągniecie w życiu. Człowiek cierpliwy jest jak statek z kotwicą, zaś człowiek bez cierpliwości – jak statek bez steru. To jest właśnie specyficzną właściwością miłości. Dlatego jest powiedziane: ”Bóg jest miłością”, ponieważ jest On cierpliwy. Cierpliwość jest objawem wielkiej miłości, którą Bóg żywi dla nas. Jeśli nie posiadałby On tej miłości, nie wytrzymałby z nami do tej pory. Nie wytrzymałby naszej ciemnoty i naszej nikczemności, i dawno temu oczyściłby świat z nas. A zatem, gdy podejmujemy się jakiejkolwiek pracy, postanawiajmy osiągnąć jakikolwiek dobro w życiu, cierpliwość okazuje się nam koniecznie potrzebna. Wielu mówi: ”Cierpliwość - to jest wola”. Mylą się. Cierpliwość jest wielką cechą i w całym charakterze ludzkim nie ma cechy bardziej szlachetnej od niej. Cierpliwość nie rodzi się razem z człowiekiem, musi się ją wypracować. Miłość może przyjść do nas niejako za darmo, lecz cierpliwość musimy zdobywać. Cierpienie zaś jest pewnym procesem, dzięki któremu można zdobyć cierpliwość. Jest ono swoistą metodą osiągania cierpliwości.

Aby móc cierpieć, powinniśmy być przesiąknięci trzema podstawowymi właściwościami niczym zakwasem. Są to: mądrość, prawda i cnota.

Dlaczego matka, chcąc wychowywać swoje dziecko, znosi pewne jego błędy? Przewiduje bowiem, że stanie się ono w przyszłości, mimo wszystkich swoich słabości, wielkim człowiekiem, pożytecznym dla swojego domu i swojej ojczyzny. Przewidując to, matka mówi sobie: Ja dla tego dziecka narażam się na wszystkie niewygody i zniosę wszystkie jego słabości”. I postępuje mądrze. Cierpliwy człowiek jest mądry i przewiduje przyszłość.

Weźcie pewną dziewczynę: dopóki nie jest mężatką, dba o swoje ręce, nie chce ich moczyć nawet w wodzie, smaruje je perfumami. Kiedy jednak wyjdzie za mąż, nie przejmuje się już, gdy moczy je w „perfumach” dziecka i nawet staje się to dla niej przyjemne. Co znajduje ona w tym dziecku? Co ją do niego przywiązuje? To tylko kilka kilogramów ludzkiego ciała. W nim tkwi jednak boska dusza, która przyciąga miłość matki w takim stopniu, że ona w swoim cierpieniu jest gotowa dogodzić mu we wszystkim, troszczy się o niego w każdy sposób. Gdyby miało być wychowywane przez męża, zostałoby przez niego porzucone. Powiedziałby: – Ta praca nie jest dla mnie.

Każdej pracy na tym świecie, jeśli ma być wykonana, koniecznie musi towarzyszyć miłość – ona jest niczym wielki katalizator w sercach tych, którzy ją posiadają.

Mówię wam o miłości w jej szerokim znaczeniu. Nie mówię wam o jej istocie. Niektórzy ludzie uważają miłość za pewne odczucie, za pewną przyjemną dyspozycję serca. To nie jest miłość. Człowiek mógłby równie dobrze wypić pół litra wina i znów byłoby mu przyjemnie na sercu.

Gdy pojawia się ból w ciele, naciera się je w odpowiednim miejscu i też odczuwa się przyjemność, lecz nie jest to przyjemność, którą dawałaby miłość.

Gdy człowiek was kocha, może któregoś razu, wywołać w was ból. Miłość bowiem powoduje jednocześnie cierpienie i radość - to jest jej cecha. Ona jest siłą o dwóch biegunach: pieści, ale może „karać”. W jaki sposób was ukarze? Gdy się od was oddzieli, stajecie się smutni i mówicie: –Jestem nieszczęśliwy.

Dlaczego jesteście nieszczęśliwi? Wskutek braku miłości.

Ja jestem szczęśliwy - dlaczego? Ponieważ miłość jest we mnie obecna.

Miłość przemawia też w inny sposób - cierpliwość jest drogą, przez którą może zaistnieć w ludzkim sercu. Cierpliwość tworzy warunki dla objawienia się miłości. Jeśli nie mamy cierpliwości, miłość nie może do nas przyjść. Ona jest pierwszą podstawową właściwością miłości, warunkiem jej przybycia. Gdy zdobędziecie tę cechę, w całym jej szerokim sensie, zobaczycie, że jest ona dużą siłą w rękach śmiałego, zdecydowanego człowieka - taki człowiek ma wielką przyszłość przed sobą.

Teraz przedstawię słowo: ”dobrotliwa”. Oznacza ono pozytywną, aktywną stronę miłości, podczas gdy cierpliwość jest pasywną, konserwatywną stroną, przy której musicie wytrzymać pewne obciążenie. Dobrotliwość jest miłością, gotową tworzyć, czynić komuś przysługę.– Gdy spotkacie żebraka potrzebującego pomocy, udzielcie mu jej. Gdy jeden z waszych szlachetnych przyjaciół, potrzebuje waszej pomocy, udzielcie mu jej, nawet gdy nie podziela on waszych przekonań i wiary. Chcemy, żeby ludzie nas kochali i aby byli uczciwi, lecz często my sami łamiemy tę regułę. Nie mamy cierpliwości, czasami nie okazujemy nawet należącej się ludziom zwykłej dobrotliwości. Niektórzy mówią, że kochają kogoś, lecz źle opowiadają o nim innym. To, co im opowiadają, pewnego dnia odbije się na nich samych, ponieważ to, co człowiek posieje, to będzie zbierał. Jeśli posieje jabłko, będzie zbierał jabłka. Jeżeli posieje tarninę, będzie zbierał tarninę. Nie zważam na mój stosunek do was, zważam jednak zawsze na mój stosunek do Boga, do miłości, tzn. do tego, czego wymaga się, bym uczynił dla swoich braci. To, jak zrozumiem swoje czyny, jest sprawą drugorzędną. Ważne dla mnie jest to, czy jestem przygotowany, czy mogę wykonać owo podstawowe prawo, do którego miłość mnie zobowiązuje - czy umiem być cierpliwy, tak jak ona tego wymaga, czy potrafię być dobrotliwy, tak jak ona tego pragnie. To jest koniecznością dla każdego pojedynczego człowieka, dla całego świata, dla tych, którzy rzeczywiście maja serce. Ludzi, którzy tego nie rozumieją - zostawiam. Niektórzy pytają: – Co stanie się ze złymi, grzesznymi ludźmi? To, co stanie się z kamieniem, z mrówkami, z małymi owadami. Czy myślicie, że położenie mrówek jest gorsze od waszego? One są tysiąckrotnie bardziej szczęśliwe od was. One nie odczuwają tych cierpień, które wy odczuwacie. Musimy żałować tylko tych ludzi, w których przebudziła się Boska świadomość, którzy rozumieją miłość, dobro i zło, którzy cierpią i dręczą się. Niektórzy ludzie mówią: –Nie powodzi mi się na tym świecie - jestem nieszczęśliwym człowiekiem.

Odpowiadam: – Ponieważ miłość nie odwiedziła cię, dlatego jesteś nieszczęśliwy.

– A dlaczego nie przychodzi?.

– Ponieważ jesteś niecierpliwy.

– Ależ staram się być cierpliwy.

– Dobrze, zacząłeś.

– I tak mi się nie powodzi.

– Ponieważ nie jesteś dobrotliwy.

Powiecie: – Te rzeczy są bardzo ładne i łatwe do wykonania przez człowieka, zastosujemy je – ale ich nie wykonujecie. Ja wam mówię jako lekarz: – Wszyscy jesteście chorzy, ponieważ jeszcze nie spotkałem człowieka zdrowego w całkowitym sensie tego słowa. Całkowicie zdrowi są tylko święci i anioły, które żyją w Niebie. Ludzie są chorzy, oczywiście nie w jednakowym stopniu.

Pewien lekarz, wchodząc do waszego domu, powie wam: – Wasz dom nie jest higieniczny, ponieważ jego okna wychodzą na północ. Opuśćcie pokoje i przenieście się na południową stronę. Powinniście trzymać okna szeroko otwarte, żeby napływało czyste powietrze i światło. Zmieńcie prześcieradła. Zwrócicie uwagę na pokarm itd.

Miłość radzi to samo. Mówiąc: – Wasz pokój jest na północy, niehigieniczny, musicie przenieść się do południowego pokoju, gdzie słońce może was ogrzać – chce powiedzieć: –Musicie być cierpliwi i dobrotliwi. Ona mówi: – Oto właśnie moje dwie ręce, którymi stale pracuję – są one rękami miłości.

Czy wiecie, ile kosztują obie te ręce? Niezliczone bogactwa. Gdy posiadacie te dwie ręce, jesteście w stanie zrobić wszystko. Powtarzam, żeby wyrosły wasze duchowe ręce, koniecznie musicie posiadać cierpliwość i dobrotliwość. Gdy tylko zrezygnujecie z tych cech, wasze zewnętrzne ograny nie będą mogły reagować, a wewnętrzne nie będą mogły się rozwijać, ani przejawiać swych cnót. Dlaczego musicie być cnotliwi? Ponieważ cnoty przyniosą wam wszystkie potrzebne materiały do zbudowania waszego domu. Przyniosą wam wszystkie soki potrzebne do waszego wyrastania (rozwoju). Cnota nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz jest czymś realnym, co zawsze jest w stanie budować.

Dlatego ci z was, którzy mogą zrozumieć, powinni pojąć, na czym stoi cierpliwość w całkowitym sensie słowa – nie do tego służy cierpliwość, by znosić zniewagi. To jeszcze nie jest cierpliwość. Gdy was obrażą, odnajdźcie w tej sytuacji dobrą stronę i obróćcie ją na swoją korzyść – w tym tkwi tajemnica cierpliwości.. Obraza jest jak bardzo twardy orzech, którego ktoś wam użycza. Wy musicie złamać skorupę, wyjąć jądro i zjeść je. Jeśli będziecie karmić się w ten sposób, staniecie się zupełnie zdrowi. Ludzie, gdy mówią źle o was, gdy was oczerniają, dają wam pokarm. Jeśli potraficie z niego skorzystać, będziecie zadowoleni. Ludzie rzucają wam twarde kamienie. Wy zaś musicie je rozłamywać, ponieważ wewnątrz nich są bogactwa, które możecie wykorzystać i przez to wzbogacić się.

Gdy wrócicie do siebie, zacznijcie myśleć i modlić się do Boga o zrozumienie cierpliwości. Dotychczas wielu ludzi zajmuje się głupimi sprawami, wielu chrześcijan chce być wielkimi, sławnymi, posiadać dużo wiedzy. Ładnie, wiedza, sama przez siebie przyjdzie. Wystarczy żebyście byli ludźmi, abyście potrafili ją przyjąć i zastosować. Ona może być też jak siła, która obsypie dobrodziejstwami was i waszych bliźnich, wystarczy abyście umieli ją zastosować jak trzeba, ale może też być dla człowieka niczym ciężar na plecach.

Miłość nie zazdrości. Więc, aby sprawdzić czy was odwiedziła Prawdziwa miłość, musicie się sprawdzić w takiej sytuacji. Jeśli zazdrościcie - nie macie miłości.

Miłość musi zawsze istnieć w naszych dziełach. Ona jest potrzebna i w tym naszym życiu, w następnym, i w każdym innym, a im wyżej idziemy, tym głębszy sens znajdujemy w niej.

Musimy od tej chwili wkroczyć na ową drogę. Innej bowiem drogi do Nieba nie ma. Powiecie: –Ta droga jest trudna, czy można bez niej?

Nie można. Bez niej wszędzie indziej możemy wejść, tylko nie do Królestwo Bożego. Miłość nie zazdrości, niesprawiedliwością nie odpowiada na niesprawiedliwość, złem nie odpowiada na zło, wszystko znosi. Oczywiście nie twierdzę, że zazdrość czy duma nigdy nie odwiedzi naszego serca. Któregoś razu wpadną jako goście, ale za to nie będą nas sądzić. Istotne jest, aby nie tworzyć więzów przyjaźni z nimi. Czasami jednak idziemy ręka w rękę z zazdrością i mówimy ludziom: – On jest zły. Powinniście trzymać się z daleka od niego– i powodujemy, że życie tego człowieka staje się nieszczęśliwe. Zazdrość nie jest czymś abstrakcyjnym, jak widzicie, są to owe istoty, które osiągnęły negatywne cechy. Istnieją nawet na ziemi ludzie, którzy są uosobieniem zazdrości.

Tylko gdy nauczymy się tych dwóch właściwości - cierpliwości i dobrotliwości, zrozumiemy historię swojego życia, zrozumiemy, dlaczego zeszliśmy na ziemię.

Znów przytoczę wam przykład pszenicznego[3] ziarna. Na świecie wśród wszystkich obecnych owoców, nie ma bardziej chwalebnego niż pszeniczne ziarno. Jeśli chcecie nauczyć się procesu cierpliwości, przypatrzcie się cierpliwości pszenicznego ziarna. Bez cierpliwości będziecie rozczarowani. Wielu ludzi wam nie uwierzy. Powiecie: – Ludzie mnie nie naśladują.

Dlaczego was mają naśladować? Ludzie nie narodzili się po to, by was naśladować. Będą słuchać waszej nauki, lecz naśladować was – nigdy. Często pytacie: – Kogo naśladujesz?

Ludzi też można naśladować, lecz czasami możecie zostać okłamani. Gdy zaś naśladować będziecie tylko Boga, nigdy to nie nastąpi. Jedna jest droga i Jezus Chrystus powiedział o niej: - “Ja jestem drogą” (Jan 14:6). Jeżeli ludzie nie naśladują cię, to znaczy, że ty nie jesteś na drodze. Możliwe, że ktoś powie: – Ja nie wierzę – i pójdzie inną drogą, lecz w ciągu jednego dnia przekona się, że to właśnie jest droga. Życie mu powie o tym, ponieważ ono jest jednym wielkim egzaminem.

Powiecie: – Przekonaj mnie najpierw w takim razie.

– Nie chce cię przekonywać. Ja ci mówię, że ten chleb, który ci daję, nakarmi cię.

– Ależ powiedz mi, z jakich elementów się on składa, z jakiej wody jest on zrobiony.

–Nie mam czasu, czy weźmiesz chleba do jedzenia?

–Nie chcę.

Wkładam go do torby i odjeżdżam.

Zapytacie tak samo: – Czym jest miłość, z jakich elementów jest ona złożona? Jeśli będziesz natarczywie pytał, wrzucę ją do torby, przerzucę ją przez ramię i pojadę dalej drogą. Powiem ci: – Nie mam czasu teraz opowiadać ci o tych rzeczach.

Życie jest czymś pozytywnym – Weźcie, spróbujcie, zjedzcie ten chleb, a zobaczycie. Miłość jest pokarmem życia. Bez niej nie można żyć i nie można osiągnąć czegoś w świecie.

Niektórzy ludzie mają zbyt mgliste pojęcie o miłości, czy to w stosunku do handlu, czy to w uczeniu się, czy to na wojnie. Wszędzie musimy żywić miłość. Ona jest potężną siłą. I ta siła, dzięki której ja podnoszę szkło, też jest miłością. Ta sama siła może być włożona w jakąś armatę, by wystrzelić granat i zamordować sporo ludzi. Może przejawić się poprzez trzęsienie ziemi. Może zniszczyć nawet całą ziemię. Może też stworzyć pewien świat. Widać zatem względność w jej zastosowaniu – wiele zależy od tego, jak zastosujemy ową siłę. Poprzez zastosowanie pewnych praw można wykorzystać siłę Miłości.

Ludzie są samolubni - gdy nadejdzie miłość chcą ją zamknąć w sobie. Jeśli jednak byłaby ona w nas zamknięta, zniszczyłaby nasze ściany i wyszła na zewnątrz. W takim mieszkaniu, w jakim chcemy ją zamknąć, nie może zostać.

I wtedy rodzi się śmierć.

Śmierć jest procesem zniszczenia każdej egoistycznej myśli i pragnienia. Poprzez nią Bóg niszczy wszystkie ogrodzenia, w które złe duchy się wbudowały. Nasze serce i nasz umysł muszą spełniać wszystkie warunki, by móc ją przyjąć. Ona jest cicha, spokojna, ale jednocześnie poprzez swoje działania ona jest siłą przerażającą. Gdy jesteśmy w harmonii z nią, świat jest błogością. Jeśli tej harmonii brak, nie ma bardziej niebezpiecznej siły w przyrodzie niż miłość. Dlatego ludzie z doświadczenia mówią: – Od miłości do nienawiści jeden krok. Tak jak silna jest miłość w swym biegunie pozytywnym, tak silna jest również z swoim negatywnym aspekcie. Dlatego musimy postępować z nią bardzo ostrożnie. Gdy mamy ją w sobie zważajmy, by nie działać negatywnie, bo wtedy ona zadziała niszczycielsko – zjawią się choroby, cierpienia, nastąpi niszczenie całej społeczności. Wielu mówi, że Bóg jest miłością i jako miłość nie musi karać. Pan tak jak jest błogi, tak samo jest wymagający. Jak zobaczy nas niezadowolonych mówi: – Postawcie mu jeden kilogram na plecy.

My pytamy: – Dlaczego mi dali ten ciężar? – lecz On, nie odpowiadając, mówi: – Postawcie mu jeszcze jeden kilogram.

– Ale nie mogę nieść!

– Postawcie mu jeszcze jeden kilogram.

Kiedy nas przygniecie w ten sposób, nie możemy się poruszyć. Wtedy zaczynamy mówić: – Panie! Wybacz mi!

– Zdejmijcie mu jeden kilogram– odpowiada Bóg.

Powtarzamy prośbę.

– Zdejmijcie mu jeszcze jeden kilogram.

Im więcej się modlimy, tym więcej kilogramów zdejmują z naszych pleców, a kiedy nasze barki zostają całkowicie odciążone, Bóg nas pyta: – Czy nauczyłeś się, swojej lekcji?.

– Dobrze się nauczyłem.

– Jeżeli chcesz, abym cię więcej nie doświadczał, musisz być dobrotliwy i cierpliwy dla otaczającego świata, dla wszystkich, którzy są wokół ciebie, tak samo jak oni muszą być dla ciebie dobrotliwi i cierpliwi. Ci mali twoi bracia mogą grzeszyć, lecz ty musisz posiadać cierpliwość, tak jak Jam jest cierpliwy. W dniu, w którym złamiesz prawo, znowu zacznę cię doświadczać”.

– Nie mogę nieść.

– Będziesz niósł.

Przedstawiłem wam, jak możemy poradzić sobie z ciężarem.

Każdy z serca powie Panu: – Jestem wdzięczny z całej duszy i z całego serca za wszystko, co mi dałeś.

Bóg dał człowiekowi tysiące dóbr, lecz on nie wie jak skorzystać z tych wspaniałości – po wodzie brodzi, gdy pragnący idzie.

Wielu handlarzy jest niezadowolonych - dlaczego? Bo zarobili 10 tysięcy lewów i to im nie wystarcza. Jak dasz im 20 tysięcy, znów im nie wystarcza. Dasz im 50 tysięcy, 100 tysięcy, znów są niezadowoleni. Czy wiecie, do czego jest podobna teraźniejsza ludzkość? Przypomina historię o rybaku, który znalazł pewnego razu cudowne oko. Zapytali go: – Ile chcesz za to oko? –Tyle złota, ile ono waży. Zważyli je. Dali 10 gram, lecz oko było niezadowolone. Dali 20 - znów niezadowolone. postawili 100 gram, potem kilogram, 100 kilogramów, tonę, 10 ton.., lecz żadna ilość szczerego złota nie zadowoliła cudownego oka. - Co teraz robimy, nie możemy zapłacić? - Poprosili wreszcie o radę pewnego mądrego starca. – Co mamy robić? – pytali. –To bardzo prosta sprawa – odrzekł im mędrzec – Weźcie trochę ziemi i posypcie oko.

Zrobili tak i szala z okiem natychmiast uniosła się do góry. Bóg podobnie, gdy widzi nas niezadowolonych, powie: – Posypcie mu ziemią w oczy i wnet staniemy się zadowoleni. Tak jak my lubimy solić i pieprzyć swoje potrawy, tak samo Pan, gdy nie jesteśmy zadowoleni, doda nam trochę soli lub pieprzu, by uczynić nas zadowolonymi.

Życie nie polega na tym, by mieć czegoś za dużo, ale by to, co mamy, obracać na korzyść i za to, co mamy, być wdzięcznymi Bogu. Wtedy Bóg obdarzy nas jeszcze bardziej.

Ten rozdział apostoła Pawła powinniśmy praktycznie zastosować w swoim życiu i zacząć pracować, stać się użytecznym dla swoich braci, którzy są wokół nas.

My jesteśmy jak w szkole - uczymy się. Nie jesteśmy jak w rozsadniku. Kościół jest dużym rozsadnikiem. W nim można wszystko posiać. Szkoła zaś jest jak ogród, w którym należy posiać tylko te rzeczy, które przyniosą korzyść. W szkole należy nauczyć się jak wykorzystywać i pomnażać ładne i pożyteczne rzeczy. Nasz stosunek do szkoły przypomina relację między sercem, a umysłem – mamy za zadanie nie tylko pomnażać, ale także kultywować i przekazywać pierwotne prawa, zgodnie z którymi rozwija się życie.

Pytacie: Dlaczego Bóg nie dał mi większych możliwości, większej siły, więcej pieniędzy?

Ja widzę po temu wiele powodów. Ilekroć przysyłał na pole was, waszych dziadów i pradziadów do pracy, zamiast obrabiać, rozwijać swoje umysły i serca, wy zajmowaliście się zakazanym drzewem, robiąc coraz to nowe i nowe próby, które kosztowały was, wszystko, co mieliście. Za każdym razem, gdy przychodziliście grupą na to pole, zamiast pracować, wy uciekaliście i modliliście się do Niego, aby znowu dał wam coś już gotowego. Jesteście jak uczniowie, których ojciec i matka pragną wykształcić, lecz oni się nie uczą, tylko wagarują. Wielu z was uciekało z tej Boskiej szkoły. Mówicie: – Tej rzeczy nie da się zrobić porządnie, chodźmy zatem na skróty.

Wielokrotnie to powtarzaliście, teraz też może powiecie, lecz nie będzie to mądre. Ten, który chce nauczyć Boskiego prawa, co zapewni mu wyższy stopień w strefie świętych, skąd jasno patrzałby na życie i doznawał łaski Pana, musi zakończyć Boską szkołę na ziemi egzaminem dojrzałości. W tym zakończeniu tkwi dobro każdego. Dopóty jesteście nieprzygotowani, dopóty będziecie powozić końmi, orać, łamać kamienie, budować drogi, dopóki nie nauczycie się tego, czego uczą was konie, radło, kamienie i droga – przygotowania do Królestwa Chrystusowego. Nieposłuszne dzieci Pan pozostawi, by łamali kamienie, a posłusznym daje szlachetną wiedzę. Powiecie: – Ciężka jest ta nauka!. Tak, to prawda. Dla leniwych, zgadzam się, jest ciężka, lecz dla gorliwych, dla pracowitych i dla pokornych, ona kryje bogactwa. Czy wiecie, dlaczego robak jest w ziemi, żaba w wodzie, ptak w powietrzu a człowiek po środku? To są cztery wielkie położenia w życiu. Powiecie mi: – To są rzeczy abstrakcyjne.

Nie są abstrakcyjne. To są cztery wielkie prawdy, które wam pokazują wąską drogę - drogę Bożej myśli. Ona jest wąska, to prawda, ale za to są głębokie przyczyny, dla których tak się dzieje, a których nie mogę teraz szerzej objaśnić. Przyczyny te leżą poza granicą tego świata.

Pozwólcie jednak, że wrócę do słowa: ”miłość”, którego ludzie pozbawili jego istoty2 i wypaczyli. Zdeptali jego dobroć, piękno i zepsuli jego dźwięczną harmonię w takim stopniu, że pozostały teraz z niego tylko chrapliwe dźwięki, które drażnią nasze uszy.

Mówimy sobie: – Miłość – to są iluzje życia, puste marzenia młodych i zielonych dziewcząt oraz chłopców, którzy ścigają nieuchwytny cień życia.

Tak, cień, lecz za tym cieniem jest realność, z której wylewa się esencja życia, sok stale zaspokajający pragnienie duszy niczym znużony podróżnik przy zimnym czystym górskim źródle. Jakie nieocenione bogactwo, jaka wiedza jest ukryta w tym jednym słowie! I jeśli ludzie wiedzieliby, jak wymawiać je prawidłowo, tak jak ono początkowo zostało wymówione przez Boże usta, wszystko wokół nich byłoby uśmiechnięte i z rozrzewnieniem słuchałoby tego niebiańskiego odzewu. Oni posiadaliby czarodziejskie berło starożytnych mędrców, przed którego siłą w czynieniu dobra każdy pochylał się.

Wielu powie: – Jakim szczęściem jest posiadać to berło!.

To prawda, to największego szczęście, które człowiek może osiągnąć na ziemi. I może to osiągnąć, wystarczy, by chciał, by dążył niestrudzenie do tego celu.

Teraz tylko to powiem: jeżeli najpierw nauczycie się cierpliwości w życiu, zawsze i wszystko znosić będziecie z pokorą i radością, znajdziecie prawdę. Przez waszą niecierpliwość i złe myśli tworzycie złą atmosferę w waszym domu. Tak jak żona niezadowolona, ponieważ mąż wziął 150 lewów tego chce, tamtego chce - pragnienia, pragnienia, pragnienia, A kto będzie za was pracował, kto inny je wam dostarczy, jeśli nie wy sami? Na przykład, jeśli wszyscy zechcą mieć pełne stodoły, nie pracując, skąd je wezmą? Dobra zdobywa się w trudzie. Dlatego musimy być zadowoleni z tego, co nam Bóg w Swojej wielkiej Mądrości postanowił dać.

Nie radzę wam kiedykolwiek słuchać ludzkich rad. Możecie wyciągnąć z nich pewną nauczkę, lecz każdy musi słuchać rady, którą Bóg włożył do waszego sumienia. Zobaczcie, co mówią ludzie i jeśli jest to w zgodności z tamtym, co Bóg wewnętrznie wam mówi w waszym sumieniu, posłuchajcie ich. Jeżeli nie jest, nigdy nie słuchajcie cudzych rad. Jeżeli chcecie być wolni od błędów, obowiązkowo musicie słuchać Pana. Każdy, kto nie słucha Pana, jest nie – mądrym człowiekiem, lecz niewolnikiem swoich zewnętrznych pożądań, ludzi, wszystkiego.

Wy szukacie Boga - gdzie? On jest u was, w waszym umyśle, w waszym sercu, On przejawia się w tych dwóch darach. Słuchajcie dobrze swojego umysłu i swojego serca - przez nie Pan do was przemawia. Choć niektórzy będą wam opowiadać, że umysł i serce są zepsute, to nieprawda. Gdyby nasz umysł i serce byłyby zepsute, przez co poznalibyśmy Pana? Wielu rzeczy w nas dosięgło zepsucie, lecz nie wszystkich.

Ja was pytam: – Jeśli nie wierzycie własnemu umysłowi i własnemu sercu, komu będziecie wierzyć? Jeżeli wasze umysły i wasze serca są zepsute jak moje, dlaczego mam w was wierzyć? W kogo mamy wierzyć? W Pana, który żyje w nas. A gdy wierzymy w siebie, będziemy wierzyć też w swojego brata. Kto nie wierzy w Pana, który w nim żyje, nie może wierzyć innym ludziom.

Ten, który nie jest dobrotliwy dla bliźniego, nie jest Bogu miłym. Dlatego Pan mówi, abyśmy kochali swoich bliźnich. Lecz wasz bliźni jest zraniony, ukrzyżowany, przybity do krzyża. Wasz Pan nie jest w Niebie. Wy przybiliście Go. O tym czytacie w Ewangelii. Wasze zbawienie dokona się nie inaczej, lecz przez to przybicie – cierpliwość i dobrotliwość. Wtedy przyjdzie czas waszego uwolnienia. Powiecie: – To jest męcząca rzecz.

Nie jest męcząca. Nie bójcie się. Przybicie do krzyża jest przyjemną rzeczą. Pan od tysięcy lat cierpi ukrzyżowanie.

– A czy będziemy musieli cierpieć?.

Nie ucierpicie. Ludzi, którzy boją się cierpienia, nie chcemy w naszej szkole. Powinniście dziękować Bogu za te cierpienia. One są przez niego zesłane. Na cierpienia, które się wam teraz daje, wy zasługujecie, jesteście ich godni. Jeżeli Chrystus nie niósłby korony z ciernia, jeżeli nie byłby przybity, jak mógłby przejawić swą miłość? Czy kochalibyście go dzisiaj, jeśli schlebiałby swoim zachciankom i żyłby jak król? Wy go kochacie, ponieważ został przybity do krzyża dla naszego zbawienia.

Dlatego od tej chwili bądźcie bohaterami. Nie bójcie się cierpień, lecz mówcie do świata, że jesteście mężczyznami, i że nie jeden krzyż, a dziesięć gotowi jesteście nieść. Pewien człowiek narzekał, że krzyż, który niesie, jest zbyt ciężki.

Pan powiedział: – Zabierzcie mu go – i wprowadził go do pewnej dużej sali, gdzie rzekł mu: – W tej sali są duże i małe, złote i srebrne, żelazne i kamienne krzyże, wybierz sobie jeden.

Człowiek ten chodził, chodził i znalazł wreszcie pewien mały krzyżyk i rzekł: – Tego chcę.

– Ależ to jest krzyż, który niosłeś do tej pory, ten, który ja ci dałem.

Często sami wyolbrzymiamy nasze cierpienia. A one są drogą zbliżającą nas do Boga. I dlatego, gdy ktoś cierpi, powiedzmy sobie: – On jest grzesznikiem, który się zbawia.

Ja uważam go za szczęśliwego i mówię mu: – Bracie, jesteś bliżej Nieba. Chciałbym być na twoim miejscu.

Gdy ktoś powie: – Ja jeszcze nie widziałem cierpienia – ja mówię mu: –Jesteś wciąż zielony. Przyjemne jest być zielonym, lecz gdy zaczyna się dojrzewać, dochodzą cierpienia. Teraz, weźcie tę myśl do siebie. Przedstawiam wam punkt widzenia Pana, po to, byście, gdy wam przyjdzie cierpieć, cieszyli się i dziękowali Panu, że was kocha i wam to zsyła. Cierpienia są objawem Miłości Bożej. Wszyscy podźwignijmy ten krzyż. Po to na cały bułgarski naród, jak duszę, Pan zesłał cierpienia, aby przyswoił sobie dwie wielkie cechy – cierpliwość i dobrotliwość.

– Ależ –mówicie – Grecy i Serbowie są tacy i tacy.

Na to nie zważajcie. Nauczcie się lekcji o waszym zbawieniu, a jacy są oni, zostawcie im. Oni nic nie zyskali, dla nich też przyjdzie czas, aby nauczyć się lekcji, którą wam dano wcześniej. Dlatego właśnie winniście dziękować, a nie narzekać.

– Ukrzyżowali nas.

– Nic się nie zdarzyło – jesteście bliżej mnie – mówi Pan – Pozostali nie są. Oni teraz są daleko, ale także zbliżają się do tego miejsca.

Gdy was ukrzyżują, wtedy wejdziecie do Królestwa Bożego. Dlatego radujmy się, że mamy coś więcej na tym świecie. Wszyscy naśladujmy Chrystusa i godnie nieśmy to imię na ziemi - chrześcijanie. Co powiedzą pozostali, odłóżmy na bok. Bądźmy cierpliwi i dobrotliwi i spełniajmy swój obowiązek wobec Boga tak, jak to rozumiemy w naszych czystych myślach i pragnieniach. A po tej wielkiej drodze, abyśmy się nigdy nie błąkali, lecz walczyli śmiało, zdecydowanie i wspierali każdego, który walczy razem z nami. Oto jest siła, dzięki której pokonamy teraźniejsze trudności.

Wykład Nauczyciela Beinsy Duno z cyklu „Siła i Życie” wygłoszony dnia 6 czerwca 1914 roku, Sofia

[1] W oryginale dosłownie ‘sól (tzn. słowo) swój smak utraci’, nawiązuje do Mat 5:13, Mar 9:50, Łuk 14:34

[2] Nie było wtedy młynków elektrycznych do przygotowania pokarmu dla dzieci.

[3] W oryginale mowa o żytnim ziarnie, jednak Beinsa Duno wielokrotnie nawiązuje do Pisma Świętego, gdzie w polskim przekładzie mowa o ziarnie pszenicznym.

Tłumaczenie: Gerasim Stojczew Galitonow

Podziękowania dla Atmana i Alicji Kiejko za pomoc w pracy nad polską wersją

Copyright (c) 1997 Publishing House "Byalo Bratstvo" All Rights Reserved

 

Home English Russian French Bulgarian Polish Deutsch Slovak Spanish Italian Greek Esperanto

About    Search History    Top 100    Search Help